Fundacja Promocji Przemysłu Okrętowego i Gospodarki Morskiej
 
 
Niepubliczna Szkoła Morska w Gdyni - jak inne morskie - potrzebna PDF Drukuj Email
Wpisał: Cezary   
13.05.2010.
Image
 
Po zamieszczeniu na tej stronie (30 marca br.) artykułu pt. „Szkolnictwo morskie wciąż atrakcyjne”, w którym w nieco szerszym ujęciu zaprezentowany został efekt rozmowy z rektorem Akademii Morskiej w Szczecinie, profesorem Stanisławem Gucmą, zwrócił się do nas dyrektor Szkoły Morskiej Sp. z o.o. w Gdyni, kpt ż.w. Alfred Naskręt, z sugestią sprostowania podanej w tymże artykule „pewnej” informacji. Sprawa dotyczy posiadanego w szczecińskiej Akademii Morskiej Centrum Symulacyjnego Terminalu LNG, a które to Centrum jak podał rektor Stanisław Gucma jest pierwszym w Polsce i że będzie trzecim w Europie.
Tymczasem jak poinformował nas kapitan - dyrektor Alfred Naskręt taki Symulacyjny Terminal LNG posiada na swym wyposażeniu również gdyńska Szkoła Morska i jak wszystko na to wskazuje nabyła go wcześniej od uczelni morskiej w Szczecinie. I o to jedno sprostowanie kapitanowi Naskrętowi chodziło.
 
Ale przy okazji też o podzielenie się uwagami o kierowanej przezeń szkole. A istnieje ona od marca 1998 roku. Powstała - jako pierwsza w Polsce policealna „Niepubliczna Szkoła Morska w Gdyni”, spółka z ograniczoną odpowiedzialnością - z połączenia dwóch spółek, prowadzących w Gdyni morską działalność szkoleniową, tj. istniejącej od 1993 roku spółki M&N oraz spółki AGMOR, prowadzącej od 1996 roku Morski Ośrodek Szkoleniowy w zakresie łączności GMDSS. Szkoła niepubliczna, to znaczy odpłatna dla tych, którzy podejmują w niej naukę. Szkoła Morska, o której jest tu mowa, przyjmując 2,5 letni okres kształcenia, przygotowuje młodych ludzi po maturze do pełnienia na statkach funkcji oficera nawigatora, oficera mechanika statku morskiego, a także marynarza i motorzysty. Prowadzi ponadto kursy kwalifikacyjne i specjalistyczne. Dysponuje odpowiednim sprzętem do praktycznej nauki, jak np. symulatorami - nawigacyjnym, maszynowym (symulator siłowni), i już wspomnianym symulatorem LNG. Ma umowy z doświadczonymi w „morskim rzemiośle” fachowcami.
 
 Image
 
Image
(aby powiększyć kliknij fotkę)
 
Czy praktycznie możliwe jest to, aby w ciągu dwóch i pół lat wykształcić oficerów nawigatorów oraz statkowych mechaników? Zdaniem kapitana - dyrektora Naskręta jest to w pełni możliwe, czego dowodem fakt, że jak dotychczas dyplomy tychże oficerów uzyskało już ponad 5000 tysięcy absolwentów tej gdyńskiej Szkoły Morskiej. W odróżnieniu od morskich uczelni wyższych, takich jak nasze gdyńska i szczecińska Akademie Morskie, dwu i pół letnia policealna szkoła nastawiona jest przede wszystkim na kształcenie zawodowe. Jest po prostu szkołą o wyraźnym profilu zawodowym, czyli bez ambicji badawczych, czy naukowych. Jej absolwenci nie muszą pisać prac magisterskich, nie uzyskują dyplomów inżyniera. Idąc do pracy na statku z dyplomem oficera nawigatora lub mechanika muszą być fachowcami, odpowiedzialnie pełniącymi wyznaczone im stanowiska. Przechodząc potem dokształcanie się na odpowiednich kursach mogą dojść do najwyższych na statku stanowisk.
 
Image
 
Image
 
Image
 
Czy taki zawodowy profil szkoły, do której zgłaszają się chętni do pracy na morzu niemal z całej Polski, w jakiejś mierze nie utrudnia nabór do naszych Akademii Morskich? Według kapitana Naskręta, który wydział nawigacyjny Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni ukończył w roku 1977 - pewnie ten nabór nie utrudnia. Bo kto z młodych ludzi chce poza dyplomem oficerskim, uzyskać też dyplom magistra inżyniera, ten wybiera uczelnię wyższą, o statusie szkoły publicznej, ze studiami przezeń nieodpłatnymi. Przecież nawet z budynków i laboratoriów owych Akademii korzystają także działające w nich policealne, niepubliczne szkoły morskie: w Akademii Gdyńskiej - dwu i pół letnia Gdyńska Szkoła Morska prowadzona przez Studium Doskonalenia Kadr Akademii Morskiej oraz w szczecińskiej Akademii - trzyletnia niepubliczna Policealna Szkoła Morska prowadzona tam przez Towarzystwo Krzewienia Wiedzy Morskiej.
I wszystkie te szkoły - jak się okazuje - mają kogo kształcić, i to nie tylko osoby płci męskiej, zgłaszają się i są przyjmowane dziewczęta. O ile, podobnie jak chłopcy, pomyślnie zdają test psychologiczny stwierdzający przydatność do pracy w warunkach morskich. Kapitan Naskręt zapytany czy korzysta ze współpracy z gdyńską Akademią Morską, powiedział, że głównie w zakresie pomocy przy ustalaniu programów nauczania, choć również i z wykładowców tej uczelni.
 
 Image
 
Image
(aby powiększyć kliknij fotkę)
 
Jeśliby więc ktoś zechciałby wątpić w sens istnienia wymienionych wyżej szkół morskich, i tych o profilu wyłącznie zawodowym, i tych o statusie wyższym, akademickim, to po bliższym zapoznaniu się z nimi, dość łatwo mógłby się przekonać, że wcale ich nie za dużo. Bo wbrew gdzie niegdzie pojawiającym się opiniom, kwestionującym ów sens, nasze szkolnictwo morskie wciąż przyciąga niemałą rzeszę policealnej młodzieży. I co ważne: dla kończących te szkoły nie brakuje zatrudnienia. Że przeważnie w firmach zagranicznych, u obcych armatorów. No cóż, mamy otwartą granicę, tak dla nas, jak i dla osób z innych nacji...

Henryk Spigarski
Zdjęcia: Cezary Spigarski
Zmieniony ( 17.06.2011. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
 
 
Strona główna
Opowieści morskie
Fundacja
Artykuły
Katalog stron
Foto Galeria
Księgarnia - sklep
FAQ
Forum dyskusyjne
Kontakt

.
Archiwum z:
 
 
 
 
Nowinki

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_newsflash.php on line 26
 
Advertisement
Foto Galeria

Najczęściej czytane

web stats
 
 
Copyright (C) 2005 - 2017 Fundacja Promocji Przemysłu Okrętowego i Gospodarki Morskiej